„Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz”- tak śpiewało Stare Dobre Małżeństwo w latach mojej pięknej młodości. Wczoraj nuciłem sobie w myślach, krzątając się w przygotowaniach do wyjazdu na zawody LIGI 3D. Tym razem jest do przygotowania trasa na 30 zwierzaków, bo to MARATON LIGI 3D. Dwa koła i strzelania tyle, że… wystarczająco 😉.
Chcieliśmy kiedyś wyjść naszym kochanym łucznikom naprzeciw i rozszerzyć zawody o trzecie koło, jednak 2 razy po 30 zwierzaków okazało się w opinii Łuczniczek i Łuczników „wystarczająco”. To i tak jest wyzwanie. Nie tylko my wstajemy skoro świt. Nasi goście także startują ranną rosą (Zakopane, Sanok, Radom, Warszawa, Kraków, Tarnów i wiele innych miejscowości oddalonych o setki kilometrów). Las w oparach porannej mgły jest czarujący i wymagający. Zwierzaki są oporne i nawet zachęcane nie mają zamiaru same rozejść się na stanowiska. Repty już dobrze znamy i wiemy, jak powinno wyglądać turniejowe koło. Zwierzęta także dobrze znamy… A raczej znają je nasze ręce i plecy😊.
Niesamowitą frajdę sprawia nam odszukiwanie miejsc, w których zamieszkają na czas zawodów nasi gumowi partnerzy. Jeszcze większą frajdę sprawia nam ustawianie palików, z których przyjdzie strzelać naszym koleżankom i kolegom. Nie ma w tym żadnej złośliwości 😉. Wszyscy jesteśmy łucznikami i ustawiając zwierzaki, stajemy na każdym słupku i „strzelamy” składając się na sucho i komentując: „Nooooo, ten jest SUPER!!”, „Ja bym strzelił…” , „Sprawdź czy nie przesadziłem”. Odpowiedzią na ten ostatni komentarz jest ZAWSZE sprawdzenie i decyzja, że jest ok lub przestawienie ze śmiechem palika w miejsce, gdzie nie trzeba położyć się z łukiem😊.
Nauczyliśmy się przez te lata bawić się rozstawianiem, tak aby ludzie przyjeżdżający na nasze zawody także mieli frajdę w wyzwaniu, gdy stają przed strzałem. Każdy z naszych przyjaciół łuczników ma wybór – albo pozycja normalna z palika, który nie wymaga większej kombinatoryki, albo zadanie eksperckie – wymagające gimnastyki łuczniczej. Zapraszam wszystkich, którzy przyjeżdżają na nasze zawody, aby stanęli na paliku „expert” i na sucho sprawdzili możliwość upolowanie zwierzęcia – jest zabawa.
Czas spędzony na rozstawianiu koła zawodów to już pełna profeska i wyzwanie czasowe. Łucznicy muszą wyjść na zawody o określonej godzinie i trzeba zrobić wszystko, aby tak było. Warunki terenowe zmieniają się i dają nam popalić. Powalone drzewa i coraz większe krzaki zmieniają krajobraz i ciężko mieć możliwość powtórek stanowisk. Wszystko płynie… Natura choć regulowana ludzkimi rękami wyrywa się i płata psikusy, stawiając ostatnie słowo. To piękne wyzwanie! Nigdy się nie znudzimy tym i zawsze coś nas zaskoczy. Kreatywność jest napędzana presją czasu. Biuro pracuje pełną parą, aby rozpocząć w końcu wytęsknione zawody.
I jest!!! W końcu przyszedł czas na zaprowadzenie gotowych na łowy łuczników i rozpoczęcie polowania. Cudowny moment, gdy wszyscy jesteśmy zadowoleni – my zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby było ciekawie i punktualnie, a łucznicy już mogą wypuszczać pierwsze strzały.
Tym razem trzeba dobrze rozłożyć siły, bo 60 figur do trafienia. Fantastyczne uczucie, gdy możemy już teraz przechadzać się z Wami – dzięki którym zawody mają sens. Uwielbiam te spacery od grupy do grupy gdy widzę uśmiechnięte pysiaki i dobra zabawę. Jakże mnie cieszy, że nie siedzicie w supermarketach czy przed telewizorami. Bardzo, bardzo… Całe zmęczenie odchodzi i zastępuje je duma, że jestem częścią takiej łuczniczej rodziny. Jestem wdzięczny losowi za Was i sobie, za o że się załapałem w tę grupę ludzi pozytywnie pierdziachniętych😊 BRAWO MY!!!
Zawody naprawdę wymagające, z każdą upływającą godziną widać, że atmosfera zaczyna przesiąkać „okołoobiadowym” klimatem. Już prawie koniec i nie wiadomo, czy się cieszyć, czy smucić. Jest wystarczająco. Zaczyna palić ciekawość: „jak poszło?”. Zdobyte punkty pokażą. Pokażą tylko miejsce w klasyfikacji, bo wygraną było przyjechanie i spędzenie czasu w gronie cudownych ludzi. Jednak może dziś stanę na „pudle”?
Rozdanie dyplomów to następny moment, który kocham miłością szczerą i prawdziwą. Tworzymy wspólnie taką atmosferę, że chce się te dyplom rozdawać i rozdawać😊
Dziękuję Wam Wszystkim za to.
Wzruszam się, gdy to piszę, bo choć organizm obolały (zwierzaki uparcie nie chciały współpracować i nie wskakiwały same ze stanowisk do samochodu), to czekam na następny turniej.
To już za miesiąc!!!




